SPANIELOWO - AGILITOWY ŚWIAT

Posty

Dr HAUs cz.11 - nadzieja, coraz więcej nadziei!

Nie wiem, czy poniedziałek ciągle jest dniem "koło czwartku", ale pewne rude wredne zwierze zrobiło wszystko, żeby uniemożliwić mi napisanie tego wpisu wcześniej. 

Myślałam, że w środę, no już w piątek najpóźniej, pójdziemy na kontrolę moczu. A tu psikus! Kika się uparła i nie chciała sikać przy mnie, nie chciała sikać na smyczy, nie chciała sikać, bo widziała, co się święci. Cwana bestia przetrzymana do granic możliwości siadała na trawniku, robiła maślane oczka zbitego spanieluszka i całą sobą zdawała się błagać "prooooszę, pozwól mi iść zrobić siuuusiuuuu…!". Nawet gdy decydowała się załatwić przy mnie, przestawała w momencie, gdy tylko schylałam się z pojemniczkiem. Walka była nierówna, bo ja próbę miałam jedną dziennie, a Kika jest nieprzeciętnie odporna na uciski ze strony pęcherza. 

Ostatecznie dziś w końcu udało mi się zebrać kilka kropelek (no, może nieco więcej), więc radośnie popędziłyśmy na kontrolę :)

Podczas gdy mocz się badał, ja swe poczwarki zważyłam i z przerażeniem stwierdziłam, że się Dziewczynom przytyło! Echo, która od kilku miesięcy trzymała wagę 10kg, przytyła 700g. Kika do swoich 12kg przybrała kolejne 500g. Cóż, zima jest łagodna, więc żaden nadprogramowy tłuszczyk nie jest mile widziany. Pojawia się więc pytanie, czy bardzo będzie dziwne, jak wyciągnę rolki w grudniu…? ;)

Ale wracając do wyników… SĄ DOBRE! :D Patrzyłam się na tą małą karteczkę i nie mogłam uwierzyć. Pani Doktor się ze mnie śmiała, bo pytałam ją o potwierdzenie wszystkiego, co przecież już dobrze wiem. Od kwietnia o interpretacji moczu pod kątem wątroby dowiedziałam się już chyba wszystkiego ;) 
Wszystko wskazuje na to, że przyczyna istotnie tkwiła w pasożytach. Za około 3 tygodnie mamy się znów stawić do kontroli. Tym razem i z moczem, i z kupą. Jeśli wszystko znów okaże się być w porządku, zaczniemy myśleć o kończeniu leczenia! 

Ciężko mi uwierzyć, że po 9ciu miesiącach walki zostanie jeszcze tylko jeden. Że faszerowanie Kikulca lekami się skończy. Że nie będzie więcej latania za każdą kropelką moczu. Że skończy się codzienne panikowanie, że mój Pieseczek kaszlnął, więc na pewno jest gorzej, niż minutę temu i w ogóle pędzimy na OIOM. 

Bardzo bym chciała, żeby wszystkie dobre prognozy się sprawdziły. Aż boję się o tym głośno myśleć...

Miesięczny koszt leczenia Kiki to w przybliżeniu 100-150zł. Postanowiłam, że gdy Kika w końcu wyjdzie z choroby, zrobię gigantyczne zamówienie na gryzaki-śmierdziuchy za kwotę z tego przedziału. Na pewno Dziewuchy będą miały więcej radości z zapasu żwaczy, ścięgien, wędzonych uszu i innych "pyszności", niż z badań i "prochów" ;)

Ach, piękny prezent gwiazdkowy, nieprawdaż? :)

Pozdrawiamy świątecznie!
GKE

P.S.
Odpowiadając na komentarz:

Generalnie jak patrzy się na Twoją echo na różnych zdjęciach, to ona nie ma takiego milutkiego wyrazu mordki, tylko taki raczej zawadiacki typu "masz problem", natomiast na żywo przecież to jest super milusiński pies., do rany przyłóż. To ci dopiero zagadka jak to się dzieje :)

Basia Kęsicka

Basiu, Echo to niezwykle charakterny babsztyl ;) Doskonale umie się kamuflować pod przykrywką uroczego pluszaka. Zdjęcia z jednej strony nie pokazują nawet połowy osobowości Szoszony, a z drugiej "zamrażają" Jej różne emocje/strony charakteru, które uwidaczniają się często w bardzo specyficznych sytuacjach i są na co dzień trudne do zaobserwowania ;) Z całą pewnością mogę jednak stwierdzić, że Echo nie "pluszakiem-aniołkiem", oj nie! Ona ma swoje za uszami, na każdy temat swoje zdanie i mimo, że jest kochana, przytulaśna i przyjazna, potrafi pokazać różki ;)